autor: Aneta Stawiszyńska Marciniak
Był Dzień Matki pora na Dzień Ojca. I tym razem u nas fety nie będzie. I tym razem nie jest ona konieczna. Z obserwacji jasno mi wychodzi, że nie ma dla Taty cenniejszego prezentu, niż radość Córki, gdy On wraca z pracy i zaangażowanie Syna, gdy wspólnie omawiają przygody bohaterów z ulubionych książek. Tato jest integralną, niezastąpiona i niezbędną częścią świata moich dzieci. Musi brać w nim czynny udział, żeby dzieci były szczęśliwe.
Generalnie dzieci bez tatusiów, choć z ojcami pod jednym dachem, są nieszczęśliwe… tak mi się wydaje. Pomijam sytuację, w której „tatuś” jest draniem, sadystą czy innym typem patologicznym, bo wtedy dziecku bez niego zdecydowanie lepiej będzie.
Od pewnego czasu snuję sobie refleksję nad tym, jak to Mamy przeszkadzają mężom swym w spełnianiu roli Taty. Nie ma co się oburzać! Na własne uszy słyszę: – biedna, zatyrana jestem, a On z dziećmi nawet na godzinę zostać nie chce. Kompletnie się nimi nie zajmuje itd., itp. A na własne oczy widzę: co On do dziecka z inicjatywą, to Ona warczy – nie tak, nie to, nie w tę stronę, za lekko, za mocno, za grubo, za cienko… (nawet sama, o zgrozo, z takim tekstem parę razy wyskoczyłam!!!) Na co tato reaguje w jedyny sobie znany sposób – jak tak, to ja umywam ręce, co bym nie zrobił jest źle, to nic nie będę robił. Jaki mamy tego efekt? Matka przewija, karmi, kąpie, usypia, zabawia… robi wszystko. Tata podobno: nie potrafi, nie ma wyczucia, nie zna potrzeb i zachowań, więc może, co najwyżej, pouśmiechać się 5 minut do wspólnego zdjęcia, bo inaczej to strach z Nim dziecko zostawić. Facet, jako jednostka nieskomplikowana i leniwa z definicji, na ogół zaakceptuje taki stan rzeczy. Przecież przychodzi z pracy zmęczony i chętnie by odzipnął. Skoro Żona nie wyznacza zadań, znaczy, że jest wszystko jak trzeba, a jak jeszcze sugeruje, że on sobie nie poradzi, to on jej wierzy.
I powoli, acz systematycznie utrwala nam się taki model jak za dawnych lat : Ojciec pracuje i utrzymuje dom, z dziećmi odbywa niedzielne spacery lub rzeczowe rozmowy - w szkole ok.? jak ok. to dobrze. Siłą rzeczy, jest wyłączany ze spraw wspólnych matki i dzieci, a wkracza w nie li i jedynie, jako postrach lub egzekutor. Im dłużej taki stan trwa, im dziecko jest starsze, a matka bardziej zmęczona, tym silniej wszystkim odbija się to czkawką. Matka narzeka, że On się nie angażuje, że wszystko na jej głowie, że z domu wyjść nie może. Dzieci mają do niego stosunek w najlepszym wypadku nijaki. On czuje się „nieszanowaną skarbonką bez dna”. A gdy trwa taka „idylla” Ojciec nie jest, ani na co dzień, ani 23 czerwca, wyjątkowym, niezastąpionym i kochanym Tatusiem. Nawet, jeżeli mama zadba by otrzymał „wypasiony” prezent. I nie mówcie Mamy, że niektórzy Panowie są sami sobie winni tej pozycji. Że macie typ „pana i władcy” w domu, który na dodatek nie potrafi, ani wam, ani dzieciom uczuć okazać. Wiem, że tacy po ziemi chodzą, tylko, kto mówi, że trzeba za nich wychodzić? A jak już taką decyzję podjęłyście, to (przepraszam bardzo!) zacytuję – widziały gały, co brały i teraz nie ma co narzekać, że „orka na ugorze”. Jednak, gdy facet normalny, czyli tyle o ile uczuciowy, zaangażowany w nas, w dzieci i rodzinę, to nie podcinajmy mu skrzydeł. Zachęcajmy (żeby nie powiedzieć - zmuszajmy!) do czynnego udziału w sprawach codziennych.
Co My zrobiliśmy żeby Ojciec był Tatusiem? Przede wszystkim, określiliśmy sobie już na dzień dobry priorytety. Zrezygnowaliśmy z luksusowego wozu, zakręconych zagranicznych wakacji 2 razy w roku i markowych ciuchów, na rzecz bycia Razem, Rodzinę. Nie chcieliśmy by dzieci ze smutkiem cytowały słowa Wieszcza – tato nie wraca ranki i wieczory, we łzach Go czekam i trwodze (…). Chociaż czasem trzeba mocno zacisnąć pasa, było warto. Radość dzieci, gdy Tato wraca codziennie do domu, ma siłę i czas na pobycie z nimi, wynagradza wszystkim różne materialne braki. To nie jest frazes! Ponad to, od początku Tato był wdrażany we wszystkie obowiązki. Wstawał w nocy, przewijał, przynosił do karmienia (dodam, że początkowo do łóżeczka miał 3 kroki), odkładał do łóżeczka (i to tak, że dziecko się nie wybudzało, mnie ta sztuczka nie wychodziła). Nosił, bujał, zabawiał, spacerował, ubierał, karmił, (gdy „cyc” przestał być głównym źródłem szczęścia naszych maleństw). Cieszył się każdym „milowym” krokiem w rozwoju naszych dzieci. Ponad to, był i jest, źródłem najbardziej szalonych zabaw (w wykonaniu mamy nie do pomyślenia). Teraz, gdy tylko może, a stara się by móc zawsze, jest na wszelkich ważnych uroczystościach w szkole czy przedszkolu. Chociaż czasem burknie, fuknie czy rozgoni towarzystwo, dzieci szybko Mu wybaczą, gdy przyjdzie przytuli, da buziaka, połaskocze.
Myślę sobie, że gdy pozwolimy Tacie zaangażować się we własne dzieci emocjonalnie (praktycznie też!), damy Mu swobodę, zachęcimy i zaakceptujemy to, że nie tylko my jesteśmy ważne w tym stadle, zbudujemy bardzo mocny fundament Rodziny, jako całości. Nie będziemy miały rozterek, gdy trzeba będzie dzieci z Tatą zostawić. On sobie poradzi (nawet, jeżeli po swojemu), dzieci nie odczują negatywnie naszego braku. Ja wiem, że mama najlepiej łzy osuszy i nieszczęścia przegoni, ale jeżeli damy Tacie szansę na prawdziwy kontakt z dzieckiem, to i On spełni tę rolę jak należy. Nie wychowujmy dzieci uzależnionych emocjonalnie od nas, Mam. Pozwólmy Im czerpać z innego źródła szczęścia i miłości, jakim jest Tata. Niech czują się przy nim bezpieczne i szczęśliwe. Niech poznają się nawzajem. Nie odsuwajmy Ojca od decyzji, od kar, nagród, od problemów i sukcesów. Nauczmy dzieci, żeby szanowały Tatę i to, co dla Rodziny robi, (tak jak nauczmy je szanować ludzi w ogóle), ale nie stawiajmy go na piedestale niedostępnym dla Ich malutkich rączek i nóżek. Przecież, ani my ani one, nie chcemy mieć bohatera z marmuru w domu. Wręcz przeciwnie chcemy mieć człowieka z krwi i kości, do którego możemy się przytulić, z którym możemy się bawić, żartować i smucić. Niech Dzieci wiedzą, że Tato jest bezpieczną przystanią, że kocha je bezgranicznie i nic Im przy Nim nie grozi. Bo Tato czuje się Tatą, gdy widzi jak dzieci z uśmiechem biegną do Niego. Gdy trajkoczą nieprzerwanie, gdy tylko przekroczył próg domu, by najszybciej jak się da, zdać Mu sprawozdanie z minionego dnia. Tato czuje się Tatą, gdy pomoże dziecku rozwiązać problem i gdy sprawi, że łzy zamienią się w promienny uśmiech. To wszystko może Tata. Super Tata. Tata, który nie potrzebuje fety raz w roku by czuć się kochanym.