
My, rodzice, jesteśmy zmienni. W ciekawy sposób pokazuje to przykład ssania smoczka. Najpierw jesteśmy przeszczęśliwi, kiedy jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, dzięki smoczkowi staje się cicho. Kiedy uznamy, że już czas się z nim rozstać, w ruch idą gorzkiem mikstury i inne drastyczne metody. Nie zastanawiamy się, co ten smoczek daje naszemu dziecku. Tymczasem w rozstaniu z nim pomóc może Smoczkowa Wróżka.
Niedawno usłyszałam zabawną historyjkę o tym, jak rodzina próbowała wspierać rodziców w ośmieszaniu ssania smoczka. Pewna niespełna trzyletnia dziewczynka zawsze miała smoczek w buzi. Nawet, kiedy mówiła, nie wyciągała go. Wujek zwrócił jej uwagę, że wcale jej nie rozumie mimo, że jest taka duża. Dziewczynka spokojnie wyciągnęła smoczek i powiedziała: „ z Tobą nie rozmawiałam, rozmawiałam z mamą, a mama zawsze rozumie”. Po czym włożyła smoczek z powrotem do ust i zaczęła coś mówić do matki. Okazało się, ze nie tędy droga. Chwała natomiast rodzicom, którzy uruchamiają wyobraźnię dziecka i korzystają z usług na przykład Smoczkowej Wróżki.
Zatem od początku. Kłopoty ze smoczkiem zaczynają się wtedy, kiedy nauczymy dziecko używać go do samouspokajania. Wówczas nie ma się co dziwić, kiedy będzie głośno protestować za każdym razem, kiedy podejmiemy próbę odebrania mu tego przedmiotu. Stanie się tak, ponieważ smoczek kojarzy się maluchowi z bezpieczeństwem i rozładowaniem napięcia. Im dłużej ten stan trwa, tym trudniej dziecku rozstać się ze swoim „talizmanem”. Chcąc zrezygnować ze smoczka, rodzic powinien nauczyć dziecko, jak w inny sposób można poczuć się bezpiecznym i spokojnym. U młodszych dzieci potrzebny będzie inny, równie atrakcyjny przedmiot, na przykład maskotka czy kocyk. Ze starszym warto trenować sposoby samouspokojenia, nie wymagające dodatkowych przedmiotów, chociażby rozmowa z rodzicem, przytulenie, zabawa. Do tego dochodzi kolejny ważny czynnik. Czas. Bo każde dziecko go potrzebuje, by rozstać się z przyzwyczajeniami i wyruszyć w dalszą drogę. W zależności jak się do tego zabierzemy, będzie to krótka i spokojna, bądź długa i męcząca wyprawa.
Historia Kasi mogłaby się zdarzyć każdemu. Prawie czteroletnia dziewczynka pewnego dnia dowiaduje się, że jest już za duża na to, by ssać Smoka (tak go nazwała). Dowiedziała się poza tym, że jej smoczek jest wstrętny i brzydko pachnie. Słowa mamy sprawiły, że dziewczynka stała się jeszcze bardziej przywiązana do Smoka. Niczym niezrażona mama nie przestała natomiast podejmować prób pozbycia się Smoka. Do mamy dołączyła babcia, która mówiła że Kasia będzie miała krzywe zęby albo że urosną jej kły jak u słonia. Dziewczynka w to nie uwierzyła i coraz mocniej opierała się przed rozstaniem ze smoczkiem.
Pewnego dnia mama wpada na pewien pomysł. Zaproponowała Kasi, aby oddały smoczek na przechowanie wróżce. Ona go przypilnuje, a dziewczynka sprawdzi czy jest jej jeszcze potrzebny. Zgoda Kasi przypieczętowana zostaje jedną obietnicą mamy: „Kiedy tylko smoczek będzie potrzebny, wróżka natychmiast go odda”. Wydawać by się mogło, ze sprawa Smoka definitywnie się zakończyła. Minęło kilka dni, Kasia miała spędzić noc poza domem, u dziadków. Nie czuła się najlepiej bez smoczka, ale mama stwierdziła, że wróżka nie odbiera telefonu. Kasia nie mogła znaleźć sobie miejsca, czuła się bezsilna. Zaczęła się złościć i płakać. Cała sprawa kończy się dopiero wtedy, gdy wróżka, po interwencji dziadka, oddaje Smoka i… Kasia wcale nie wkłada go do buzi. Wystarcza jej już to, że ma go blisko siebie. Czuje się bezpieczna.
Do czego potrzebne są, zatem, smoczki dzieciom? Wszystko zaczyna się wtedy, gdy nasze dziecko zaczyna nie radzić sobie z byciem samemu i musi przezwyciężyć uczucie opuszczenia. Smoczek w buzi to wówczas zatępcza pierś mamy albo butelka. Dzieci tego potrzebują. Maluch, który raczkuje, często rozgląda się by sprawdzić gdzie są rodzice. Kiedy zaczyna odchodzić coraz dalej, zabiera znane przedmioty, zapewniające poczucie bezpieczeństwa. Każde nowe miejsce, czy sytuacja sprawia, że ulubione przedmioty są coraz bardziej pomocne. Tracąc z oczu rodzica, dziecko bowiem potrzebuje czegoś, co daje choćby namiastkę poczucia bezpieczeństwa, jakie daje mama czy tata. Z biegiem lat ich znaczenie powinno maleć, a dziecko nabiera pewności siebie i potrafi samo znaleźć się w nowych sytuacjach. Rodzice często są niecierpliwi i nie potrafią połączyć zapotrzebowania dziecka na smoczek z lękiem związanym z rozstaniem. Te, obrzydzane przez nas, dorosłych, przedmioty pełnią istotną rolę dla funkcjonowania naszych dzieci. Inną kwestią jest to, kiedy smoczek i inne uspokajacze przestają pełnić swoją pierwotną rolę w momentach strachu, związanego z rozstaniem i stają się niezastąpione, kiedy trzeba się odprężyć w każdej stresującej sytuacji.
Jaką zatem rolę mamy pełnić, my, rodzice? Warto obserwować dziecko, aby wyczuć, kiedy i w jaki sposób pożegnać się ze smoczkiem. Odczekajmy na spokojny moment. Najlpeiej, kiedy nie będzie innych zmian w jego życiu. Naszym zadaniem będzie tu konsekwentne wsparcie naszego dziecka w kolejnym przełomowym momencie jego życia.
Bajkoterapia Polecam „Krótkie opowiadania na pokonanie strachu” Jana-Uwe Rogge (wydawnictwo Jedność). Znajdziecie tu historię Kasi i innych dzielnych malców, radzących sobie ze strachem z niewielką pomocą przyjaciół.
artykuł pochodzi z
mus.com.pl
Ale rzeczywiście - niektóre dzieci wyglądają jakby potrzebowały smoczka kiedy czują się niepewne, zawstydzone, smutne czy chociażby znudzone ... ale zgadzam się - to rodzice ich tego uczą.
Nie zgodzę się z tym, że " Maluch, który raczkuje, często rozgląda się by sprawdzić gdzie są rodzice. Kiedy zaczyna odchodzić coraz dalej, zabiera znane przedmioty, zapewniające poczucie bezpieczeństwa. Każde nowe miejsce, czy sytuacja sprawia, że ulubione przedmioty są coraz bardziej pomocne."
Mam dzieci i nigdy nie zauważyłam czegoś takiego.
"Kłopoty ze smoczkiem zaczynają się wtedy, kiedy nauczymy dziecko używać go do samouspokojenia." a do czego innego wymyślono smoczek?
Mam dwoje dzieci i żadne z nich nie używało smoczka, butelki. Były na piersi i po prostu trzeba im było zapewnić więcej uwagi. W końcu po to są rodzice. Te kocyki, misie, smoczki do spania czasami przechodzą w "narzędzie, protezy" bez których nie da się zasnąć, ale winni jesteśmy temu my rodzice. To my dajemy te akcesoria dzieciom żeby mieć więcej czasu dla siebie, odpocząć od dzieci. To po co je w ogóle mieć?