
Artykuł pochodzi z serwisu
StrefaMamy.pl
Widzisz jak Twój mały skarb już pięknie chodzi i zastanawiasz się kiedy będziecie mogli zabrać go na śnieżne szaleństwa w góry. I od czego zacząć? Czy najpierw nauczyć szkraba jazdy na nartach, a dopiero potem na snowboardzie? Czy może zupełnie odwrotnie?
Kiedyś uważano, że tylko ten, kto doskonale radzi sobie na nartach może zacząć uczyć się jeździć na snowboardzie. Jak pokazuje rzeczywistość, myślenie to już przechodzi do lamusa. Dziś sprzęt do snowboardingu można znaleźć nawet dla dwuletniego szkraba
, ale lepiej też nie przesadzać w drugą stronę. Snowboard to sport, który wymaga dobrego wyczucia równowagi i koordynacji ruchowej, dlatego niektórzy są zdania, że z jego nauką dobrze jest poczekać do czasu, gdy dziecko skończy sześć lat. Jednak wielu rodziców potwierdza, że ich nawet czteroletnie pociechy świetnie sobie radziły na stoku. Jak widać, jest to sprawa indywidualna.
Od czego zacząć? Na pierwszy raz lepiej nie kupować maluszkowi deski. Na razie w zupełności wystarczy jej wypożyczenie. Na co zwracać uwagę? Deska powinna być jak najlżejsza i elastyczna, wiązania nie mogą uciskać nogi, powinny się też dobrze i wygodnie zapinać. A jeśli postawi się ją pionowo, powinna sięgać dziecku do brody. Na desce także będzie podana waga, którą należy porównać z wagą smyka. Jeśli dziecko po pierwszej lekcji się nie zrazi i będzie miało ochotę jeszcze pojeździć na snowboardzie, wówczas warto udać się do sklepu i dokonać zakupu. Koszt takiej deski waha się między 400, a 500 zł.
O ile deskę snowboardową warto najpierw wypożyczyć, z butami lepiej tego nie robić. Pamiętaj, że te z wypożyczalni, zakładane na różne stopy, mogły po prostu ulec zdeformowaniu, dlatego dobrze jest od razu kupić dziecku porządne buty. Te nieco twardsze lepiej i mocniej utrzymują nogę, co zmniejsza ryzyko kontuzji. Cena specjalnego obuwia to ok. 300zł. Nieodłącznym elementem stroju małego snowboardzisty jest oczywiście kask, który można kupić już na samym początku.
Zanim maluch wyruszy z instruktorem na górkę, ten powinien wiedzieć która noga jest u dziecka wiodąca. To bardzo ważne, bo zależy od tego sposób, w jaki zapina się deskę. Następnie uczy malucha jak samemu ją zapinać, jak przyjmuje się właściwą postawę oraz, co ważne, jak upadać. Dopiero potem następuje nauka zjazdu i hamowania.
W przypadku nart, można je przypiąć już nawet dwulatkowi. Ale nie łudź się, że w tym wieku od razu zacznie cudownie śmigać razem z Tobą. Jest na to po prostu jeszcze za mały. Jego aparat kostno-stawowy jest zbyt słaby, podobnie sprawa ma się z koordynacją ruchową i poczuciem równowagi. Mimo to, już teraz naprawdę warto maluszka zaznajamiać z nartami. Na razie będzie się nimi bawić i cieszyć, ale już czteroletni szkrab może być gotowy na prawdziwą naukę. Podobnie, jak w przypadku snowboardu na pierwsze lekcje lepiej nie kupować nowego sprzętu, a poczekać jeden sezon. Kupujemy, gdy wiemy, że sport się dziecku podoba i będzie chciało w dalszym ciągu jeździć. Na razie nie wypożyczaj kijków – będą zbędne, bo zobaczysz, ze smykowi o wiele łatwiej będzie się jeździło bez nich. Możesz natomiast kupić buty narciarskie, które kosztują około 200 zł oraz obowiązkowo kask.
Co dzieje się na takiej lekcji z instruktorem? Najpierw rozgrzewamy mięśnie poprzez podskoki i skłony, tak aby możliwie jak najbardziej zmniejszyć ryzyko kontuzji. Następnie obowiązkowo maluch musi nauczyć się odpowiednio upadać. To bardzo ważna umiejętność bo wiedząc jak to robić, można uniknąć zrobienia sobie krzywdy. Potem szkrab uczy się podchodzenia pod górkę, zjeżdżania, hamowania, a następnie skręcania.
Początkującemu małemu narciarzowi do opanowania jazdy na nartach zwykle wystarcza do ośmiu godzin nauki pod okiem instruktora (godzinna lekcja kosztuje około 60 zł). Warto w to zainwestować, abyście w następnym roku mogli już razem poszusować na stoku!
Czytaj też:
Kiedy uczyć dziecko jazdy na łyżwach?
Wybieramy łyżwy dla dziecka
Wybieramy sprzęt narciarski dla dziecka