Nie masz jeszcze konta?
Utwórz je.
Nie pamiętasz loginu?
Kliknij tutaj.
Nie pamiętasz hasła?
Kliknij tutaj.
Długie miesiące starań i nic. Badania porobione, prawdopodobna przyczyna odkryta, finansów na leczenie brak. Zamiast załamywać się jak podczas oczekiwania postanowiłam działać. Pomysł jaki chodził mi po głowie od miesięcy zaczęłam zmieniać w biznes. Założyłam działalność w piątek trzynastego, pojechałam do producentów, zrobiłam pierwsze plany sprzedaży. Nadszedł kolejny miesiąc, towar już był w mieszkaniu, spotkania z klientami za mną, kolejne przede mną, do tego zimowa sesja na uczelni bardzo intensywna - ból związany z nadziejami na dziecko powoli zaczął być tłumiony. Tylko nadchodzący okres coraz bardziej wytrącał mnie z równowagi ale zaplanowana impreza ze znajomymi miała mi pomóc odreagować.
Miesiączka zaczęła się jak zwykle bolesnym brzuchem tylko plamienie się nie pojawiało, kolejne dni przynosiły bardziej nerwowy nastrój a szwagierka usłyszała ode mnie ostre słowa za bałagan jaki zostawiała. Mąż obchodził mnie z daleka aby nie wejść w pole rażenia, jedynie wieczorami spokojnie pytał co się ze mną dzieje. Pięć dni po spodziewanym terminie okresu przyniósł mi test ciążowy i zaproponował zrobienie. Impreza następnego dnia, test leżący koło mnie i wahania z mojej strony, czy to w ogóle ma sens. Przecież jestem wartościowym człowiekiem mimo, że nie mamy dziecka - nawet moja mama zaczęła odpuszczać drażliwe pytania. Przekonała mnie myśl, że jeśli to jednak ciąża to nie ma co truć dziecka lekami przeciwbólowymi. Wizyta w toalecie i patrzenie na zegarek a potem na linie na teście. Były dwie: jedna wyraźna, druga ledwo widoczna którą chciałam wziąć za omamy wzrokowe. Mąż popatrzył i pojechał do apteki po kolejne opakowanie a ja chwyciłam za słuchawkę i zadzwoniłam do znajomej ginekolog. W efekcie wykonałam kolejny test na którym druga kreska była jeszcze bledsza a ja coraz pewniejsza, że to niemożliwe aby coś we mnie się zagnieździło. Ranek spędziłam w pracy gdzie spotkałam koleżankę - świeżo upieczoną mamę (starała się ponad 2lata) i pokazałam jej zdjęcie w telefonie z tymi złudnymi kreskami. Dla niej sprawa była jasna: uściskała mnie, pogratulowała i kazała zrobić badania krwi ponieważ na jej testach gdy była w ciąży kreski były równie niewyraźne. Niepewnie zadzwoniłam do rejestracji, umówiłam się na badanie i pojechałam sprawdzić poziom beta HCG. Wyniki wysłali mi na e-mail i w kolejny piątek trzynastego o 13 dowiedziałam się o tym, że jestem w ciąży! Patrzyliśmy z mężem na wynik i radość mieszała się w nas z niedowierzaniem. Czy te 18 miesięcy gdy nasze starania nie przynosiły rezultatu a diagnoza lekarska mówiła o kosztownym leczeniu to przeszłość? Czy teraz już tylko piękna sielanka? Na zewnątrz się cieszyliśmy, przyjmowaliśmy gratulacje od znajomych a w środku tkwił strach. Nie potrafiliśmy o tym rozmawiać, zbyt wiele bólu przyniosły nam starania aby teraz ufnie patrzeć w przyszłość. Starałam się skupiać na interesach a przypominania męża o wizycie u ginekologa doprowadzało mnie do szału. Gdy na pierwszym usg dowiedziałam się, że jest już we mnie drugie serce uspokoiłam się trochę ale mimo, że obawy medyczne zanikały zaczęły pojawiać się inne. Otaczający mnie świat widziałam jako potworny i myśl, że nowo powstałe we mnie życie miałoby się z nim zmierzyć uważałam za straszną. Wyrzucałam sobie samolubność i mimo półtorarocznych starań absolutnie nie czułam się gotowa na zostanie matką. Powoli zaczęłam czytać na temat macierzyństwa jednak nie uspokajało mnie to. Miałam już doświadczenie w opiekowaniu się dziećmi, także bardzo małymi - wiedziałam, że powyżej 5 miesiąca życia poradzę sobie spokojnie, ale co zrobić z tymi pierwszymi miesiącami? Swój strach postanowiłam ukierunkować na coś konkretnego aby ogrom wątpliwości mnie nie przytłoczył i wymyśliłam: lęk przed pierwszą kąpielą. Tak realne lecz równocześnie irracjonalne, że nawet lęk przed porodem musiał ustąpić wizji pierwszego plusku. I nawet trudy ciąży: mdłości, które mimo 27 tygodnia ciąży nie chcą ustąpić, zawieszenie pracy bo przemęczenie uniemożliwiało dalsze działania - to wszystko jest niczym w porównaniu z lękiem przed pierwszą kąpielą dziecka. Oczywiście dalej boję się co będzie gdy mój synek zacznie dorastać. Jak odpowiem mu na proste pytanie: czemu mnie spłodziliście? Jak wyjaśnię sens naszego istnienia na tej ziemi? Pociesza mnie myśl, że pytania zada dopiero za kilka lat. Do tego czasu będę szukać odpowiedzi i mam nadzieję, że przyniesie nam szczęście.