autor Agnieszka Świder
No tak, dziś jest Wigilia, dzień radości i spokoju, a ja mam mieszane uczucia. Nie wiem jeszcze co się święci, ale czuję, że będzie to całkowita wywrotka naszego dotychczasowego życia. Muszę to jakoś sprawdzić, bo długo w takiej niepewności nie wytrzymam, nie ja. Myśli myślami, a póki co idę pomóc w przygotowaniach do wieczerzy.
Jejku, ale nam się ludzików zjechało... Razem jest nas 16 osób, ale cóż, to przecież tylko najbliższa rodzina :)
Gdy tylko dzieciaki wypatrzyły na niebie Pierwszą Gwiazdkę ku czci tradycji zaczynamy dzielić się opłatkiem. Panuje wesoła atmosfera, a każdy, z kim łamię się opłatkiem życzy mi rychłego powiększenia rodziny. A ja w duchu śmieję się i myślę, jak bardzo prorocze okażą się tegoroczne życzenia! Pewności jeszcze nie mam, ale babska intuicja daje mi wyraźne sygnały. Teraz muszę tylko zaczekać do poniedziałku i pędem do apteki!
Kurczę, dlaczego to tak długo trwa?! Ciekawość mnie zeżre, zanim doczekam się poniedziałku!!! Ale spokojnie, jeszcze tylko 2 dni. Tylko?!
No i doczekałam się :) W wielkiej konspiracji udało mi się wymknąć do apteki bez Adama. Kupiłam sobie test i teraz w te pędy lecę do łazienki. Chwila zastanowienia, robię co trzeba i czekam. Jest już jedna kreska, ale dlaczego nie pojawia się druga? Gdy już mam zamiar wyrzucić teścik, nieśmiało, powolutku, pojawia się druga różowa kreseczka. JEST!!! Hurra! Będziemy mieli dzidziusia!!! Normalnie nie wierzę we własne szczęście... Idę pochwalić się mężowi, zaglądam w tym celu do garażu, ale tu go nie znajduję. Pewnie siedzi w warsztacie i znowu coś dłubie. Więc pomimo złej pogody lecę do warsztatu niczym wiosenny wietrzyk. Po cichutku zaglądam przez uchylone drzwi. Jest. Siedzi nad moją rozwaloną suszarką i próbuje tchnąć w nią nowe życie. Więc wchodzę i bez żadnych wyjaśnień kładę mu przed nosem test. Z pozytywnym wynikiem. A on zbaraniał, patrzy się głupio to na mnie, to na test i nie wie co powiedzieć. W końcu zrywa się z krzesła i mocno przytula mnie do siebie. Po chwili czuję coś na twarzy, to jego łzy. Łzy szczęścia i radości...
Wieczorem długo nie mogę zasnąć, nękają mnie dziwne myśli i uczucia, których nigdy jeszcze nie doświadczyłam. Boję się. Boję się, że nie poradzę sobie, nie dam rady. Ale wystarczy tylko ulotne zerknięcie na spokojnie śpiącego Adama i wszystkie lęki znikają, rozwiewają się jak dym. Teraz wiem, że podołam, w końcu nie jestem sama. Jesteśmy RODZINĄ.
Dziś jest Nowy Rok i postanowiliśmy powiedzieć domownikom o szczęściu, jakie nas spotkało. Wszyscy są mile zaskoczeni, a rodzice mają nawet łzy w oczach. A my, jako dumni przyszli rodzice, patrzymy sobie głęboko w oczy i wiemy już, że spłynęło na nas błogosławieństwo i uśmiech samego Boga.