autor Martyna Peisert
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt*...bo wciąż mieszkasz we mnie. Mija 36 tydzień ciąży i liczę już dni, kiedy zobaczę swoje szczęście po drugiej stronie brzuszka. Prawdę mówiąc jedyne co było dla nas pewne, to że będziemy mieć córeczkę. Wiedziałam o tym jeszcze zanim zaczęliśmy starać się o dziecko. W mojej wyobraźni zawsze towarzyszyła mi dziewczynka. Syn jakoś do mnie nie pasował. Może wydaje się to śmieszne i nieprawdopodobne, ale nie mogłam zmusić się do wizualizacji chłopczyka.
I nie chodzi o to, że nie chciałabym synka; wiadomo, że najważniejsze to urodzić zdrowe dziecko. Jednak obraz mojej małej córeczki przylgnął do mnie i już się nie zatarł. Za to potwierdzał się na każdym USG.
Od początku wiedzieliśmy także jakie będzie Twoje imię. W tej kwestii nie zmienimy już zdania, bo w naszych opowieściach o Tobie zawsze pobrzmiewa tych kilka pięknych liter: Pola. Tak zwracamy się do brzuszka i tak wołamy na Ciebie w naszej wyobraźni.
A tam ukazują się cudowne obrazy dziecięcego uśmiechu (lub płaczu): Pola nad morzem, Pola skacząca po kałużach, Pola ze stłuczonym kolankiem, Pola wtulona w tatusia, Pola przywiązana do mamy chustą podczas górskich spacerów. Najważniejsze dla nas jest to, że nie będziemy już sami, a we wszystkim co zrobimy towarzyszyć nam będzie to światełko, które wszystkiemu nadaje sens.
A jak wyglądać będzie nasze Światełko? Tylko czasem się nad tym zastanawiamy, ale zgodnie twierdzimy, że ciemne oczka i jasne włoski to pewnik. Po rodzicach. Szykujemy się na nieprzespane noce, Twój buntowniczy charakterek i bystre spojrzenia.
Może tak jak tatuś będziesz pisać wiersze? Lub jak mamusia, malować obrazy? A może pójdziesz zupełnie inną ścieżką...
Jaka byś nie była, jedno jest pewne i niezmienne: za blask w Twoich oczach i owoc naszej miłości będziemy codziennie dziękować losowi.